Czasem fajnie być hodowcą.

By | 01:57 7 comments
Cześć dziewczyny!

W mojej hodowli stało się ostatnio coś pięknego, coś na co każdy hodowca czeka z niecierpliwością. Powitałam na świecie miot B. Trzy piękne, słodkie kuleczki. Wydawać mogłoby się, że w  życiu zaangażowanego hodowcy to jeden z najpiękniejszych dni. W rzeczy samej tak jest, ale nie samymi różami życie jest usłane. 

Post ten pisałam przez kilka dni podchodząc do niego bardzo osobiście ale też ku przestrodze i poradzie dla innych. Przewertowałam internet szukając podobnych tematów i ku mojemu zdziwieniu nie znalazłam niczego co odpowiadałoby moim potrzebom. Owszem, pełno wszędzie poradników jak zostać hodowcą, zachęt do zostania członkiem tego czy tamtego klubu. 


Oczywiście oprę się na hodowli świnek morskich, ale temat ten, jak większość tutaj, możecie analogicznie odnieść do hodowli psów, kotów czy 'innych gryzoni'.

Często obserwuję nowo powstałe hodowle, widzę zapał z jakim się rozkręcają, z jakim nabywają swój przyszły materiał hodowlany. Niestety tutaj czuję pierwsze uderzenie. Pośpiech nigdy nie jest wskazany, a wielu początkujących hodowców wyraźnie o tym zapomina. Wybierając świnki do hodowli biorą 'to co jest', żeby szybko skompletować pierwsze stadko i hop, ruszyć z miotami. Z drugiej strony nie oceniajmy jednoznacznie, że to pośpiech.. może to również być brak znajomości standardów ras. Nie znając ich nie wybierzemy idealnie zbudowanego zwierzątka, a takie, która podoba nam się.. kolorystycznie. Przykra prawda. Ktoś mógłby poczuć się tu urażony, bo przecież nowicjusze mogą popełniać błędy. Mogą, owszem i sama zaczynając z hodowlą postąpiłam podobnie. Ważne, żeby wyciągnąć z tego wnioski i uzupełnić braki wiedzy. 

Mamy już stado, zarejestrowaną hodowlę i poszczególne prosiaczki. Ominę kwestię formalności, bo o tym dowiedzieć można się ze strony danego klubu hodowców. Przejdźmy dalej - łączymy pierwsze pary. Tutaj zaczyna dziać się coś dziwnego. Ręce opadają, gdy widzimy plany hodowlane.. hej, hej, czy ktoś słyszał o czymś takim jak genetyka?! Wiele jest miotów, które wynikają chyba wyłącznie z ciekawości hodowcy - ' co w tego wyjdzie' - a wystarczyłoby zrobić krzyżówkę genetyczną. 


W końcu po 2 miesiącach (mniej więcej) nasza beczułka przestaje się toczyć i zaczyna się poród. Szczęśliwi Ci, którzy będą mieli okazję go zobaczyć. Ja na razie pomagałam przy wszystkich porodach moich prosiaków. Pomagałam, dosłownie. Na 4 porody jakie u siebie odbierałam, tylko jeden obył się bez WIĘKSZYCH komplikacji. Niewiedza, czy brak umiejętności poproszenia o pomoc bardziej doświadczonego hodowcy może okazać się gwoździem do trumny dla naszych maluszków, a w najgorszym przypadku także dla mamy. 

Jeżeli mamy szczęście, mama sama rozpakowała maluszki z błon. Jeśli nie, musimy jej w tym pomóc. Okay, udało się, poród odebrany. Wydawałoby się, że najgorsza za nami, ale to dopiero pierwsze stopnie tych stromych schodów. Pierwsze dni dla maluchów są decydujące. Chodzimy, doglądamy i wszystko fajnie jeśli mama zajmuje się nimi wzorowo. Co jeśli nie? Dokarmianie co chwilę, masowanie, dogrzewanie.. Kilka dni - przy dobrych wiatrach - wyrwane z kalendarza na opiekę nad małymi. 


Historia z przed dwóch dni. W roli głównej świnki ze zdjęć zamieszczonych w tym poście plus jeden maluch [*]. Poród rozpoczął się koło 17, do czasu urodzenia pierwszego malca minęła godzina. Technicznie cały poród powinien zamknąć się maksymalnie w tych 60 minutach. Matka wycieńczona, w końcu mały był na tyle widoczny, że udało mi się go wydobyć. Brak zainteresowania ze strony wykończonej matki musiałam uzupełnić własnym działaniem. Maluch oczyszczony, oddycha, leży.. leci następny. Długo musiał czekać na swoją kolej. Oczyszczony przeze mnie, oddycha, leży. Ostatni wyskoczył sprawnie, mam sama się nim zajęła. Podsumowanie, przeanalizowanie.. dwa pierwsze słabe, bardzo słabe. Nie są w stanie się ruszyć, leżą i ledwo oddychają. Ostatni już po chwili żwawo leci za mamą. Zaczynamy czuwanie, dokarmianie maluchów mlekiem dla niemowląt, bo same nie jedzą. Matka wyraźnie je odrzuciła. Wieczór i noc minęły na czuwaniu. Koło godziny piątej na moich rękach odchodzi drugi urodzony maluch. Nie poddajemy się, walczymy o najstarszego. Karmienie, masaże, konsultacje z hodowcami i lekarzami. W końcu złota rada - metoda rehabilitacji - nasz maluszek zaczyna ruszać tylnymi łapkami. Popołudniu zaliczmy kryzys, my bez sił, ale mały walczy - chce żyć. Dalej dokarmiamy, masujemy, rehabilitujemy, Wieczorem maluch staje na nóżki. Główka bezwładna przez kilka kolejnych godzin. W nocy w końcu maluch odzyskuje siły. Chodzi! Ciągle karmimy, ale powoli odzyskujemy nadzieję. Was prosimy o kciuki za naszego małego Beyond Belief. 



Podsumowanie tego postu zostawię Wam. Temat zostawiam otwarty i chętnie porozmawiam o tym w komentarzach pod postem, czy też na facebooku. Dostałam od Was też kilka wiadomości w związku ze szczurkami. Kochani, nie prowadzę hodowli ogonów. Mam dwoje paszczurki dla przyjemności i oczywiście o nich też co nieco wspomnę w kolejnych zwierzęcych postach. 
Nowszy post Starszy post Strona główna

7 komentarzy:

  1. Na świnkowej grupie wyczytałam ostatnio, ze, żeby zostać hodowcą nie trzeba nawet udowodnić podstawowej wiedzy. Że wystarczy wpłacić składkę i wystąpić o przydomek. Nie wiem na ile to prawda, ale jeśli rzeczywiście tak jest, to... No przeraża mnie to.

    Współczuję utraty jednego z malców. Trzymam kciuki za Beyond Belief. Jest przepiękna...

    ***

    Z ciekawości. I nieco zbaczając z tematu

    Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką "siedzącą" w szczurach, o chowie wsobnym i o tym, ze jeśli chodzi o szczury to powoli dochodzimy do momentu, gdy praktycznie wszystkie linie są ze sobą jakoś spokrewnione i w związku z tym zaczyna się kończyć możliwość bezpiecznego krzyżowania. Spytałam co w takim razie robią i okazało się, że zdarza się, że włącza się do hodowli zwierzęta bez udokumentowanego pochodzenia, oczywiście dobrego zdrowia, charakteru i budowy. Wiążę się to z prowadzeniem miotów kontrolnych, by wykluczyć wady genetyczne itp.

    Do czego zmierzam: jak to wygląda to w temacie świnek morskich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w przypadku większości gatunków zwierząt zostanie hodowcą wiąże się jedynie ze złożeniem wniosku i uiszczeniem opłat. Ma to swoje plusy i minusy. Myślę, że egzaminy wpisowe odstraszyłyby wielu zainteresowanych, a w efekcie przyczyniły się do powstawania pseudo hodowli. A tak? Klub w jakiś sposób kontroluje to, co dzieje się w hodowli.

      W temacie świnek to nie wygląda.. przynajmniej w Polsce. W hodowli możemy użyć wyłącznie zwierzęta z udokumentowanym pochodzeniem. Przeglądając rodowody moich podopiecznych widzę, że za granicą zdarzają się takie przypadki, ale tak jest też inny system hodowli, dopuszcza się hodowlę zwierząt bez rodowodu.

      Usuń
  2. Niestety w przypadku większości gatunków zwierząt zostanie hodowcą wiąże się jedynie ze złożeniem wniosku i uiszczeniem opłat. Ma to swoje plusy i minusy. Myślę, że egzaminy wpisowe odstraszyłyby wielu zainteresowanych, a w efekcie przyczyniły się do powstawania pseudo hodowli. A tak? Klub w jakiś sposób kontroluje to, co dzieje się w hodowli.

    W temacie świnek to nie wygląda.. przynajmniej w Polsce. W hodowli możemy użyć wyłącznie zwierzęta z udokumentowanym pochodzeniem. Przeglądając rodowody moich podopiecznych widzę, że za granicą zdarzają się takie przypadki, ale tak jest też inny system hodowli, dopuszcza się hodowlę zwierząt bez rodowodu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy temat. Nie sądziłam, że bycie hodowcą jest tak wymagającym zajęciem, a do tego wyczerpującym emocjonalnie. :( Zajmowanie się takimi kuleczkami wydaję się fantastyczne, a możliwość zarobienia na tym pieniędzy jest świetna, ale na prawdę trzeba się temu poświęcić jak widać. Powodzenia przy kolejnych rodzących świnkach. Mam nadzieję, że Beyond Belief bedzie się czuć dobrze :)


    pozdrawiam, Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, niestety jeżeli chodzi o zarobki to nie jest to opłacalny biznes. Może przy większych hodowlach owszem, ale nie przy maleńkich. Moje prosiaczki nawet nie zarabiają na własne utrzymanie. Każde hobby wymaga wkładu finansowego.

      Usuń
  4. oh jakie słodkie maleństwa :) ja mogłabym pracować ze zwierzakami, może i nawet mogłabym być hodowcą, ale widzę, że trzeba bardzo dużo czasu i cierpliwości :) ja się ze zwierzakami wychowywałam i na razie mam królicę - Zofię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas i cierpliwość to podstawa. Trzeba się poświęcić i postawić życie tych malców nad innymi sprawami. Nie da się ukryć, że to bardzo wymagające. Zosieńkę znam, kojarzę. Ślicznotka! :)

      Usuń

Miło mi będzie, jeśli zostawisz komentarz. :)

Chętnie odwiedzę też Twój blog, więc proszę o link (bez zbędnego komentarza!).